Tamy ciąg dalszy
Stało się. Mój artykuł o pomyśle budowy tamy na rzece Liwiec nie pozostał bez odzewu. Nie dość, że otrzymałem wiele uwag i komentarzy od czytelników (za które serdecznie dziękuję), to jeszcze stało się to, na co (po cichu) najbardziej liczyłem – na łamach Łącznika pojawił się list od Pana Henryka Kołka, jednego z przewodniczących Stowarzyszenia Rozwoju Urli i Okolic, stanowiący oficjalną odpowiedź pomysłodawców tamy na moją publikację.
Zapoczątkowanie publicznej dyskusji na temat wyżej wymienionej inwestycji – oto jaka intencja przyświecała mi, kiedy pisałem swój artykuł. Do tej pory mieszkańcy naszej Gminy zdani byli raczej na łaskę „wiejskiej plotki” i nie mieli skąd zaczerpnąć rzetelnych informacji w tej sprawie. Uważam, iż najwyższy czas to zmienić. Proponowana inwestycja na Liwcu to zbyt poważna rzecz, aby z dyskusji wyłączać tych, na których byt w przyszłości będzie ona miała (potencjalnie) największy wpływ. I co ważniejsze; taką publiczną dyskusję należy przeprowadzić zanim zapadną ostateczne decyzje. Myślę, że łamy Łącznika Mazowieckiego wyśmienicie się do zapoczątkowania takiej społecznej dysputy nadają. Mam nadzieje, że rozwiałem pierwszą wątpliwość, jaką wyraził w swym liście Pan Kołek (cytuję:„nie do końca rozpoznałem intencje autora”). Jeśli jednak nadal ma Pan wątpliwości, czy przypadkiem ukradkiem nie zamierzam „zniechęcić członków SRUiO do realizacji swoich zamierzeń przedstawiając problemy, których zdaniem autora (czyli moim) nie zdołamy pokonać” to mam do Pana następującą uwagę. Proszę jeszcze raz uważnie przeczytać mój artykuł ( na wypadek, gdyby nie dysponował Pan tamtym numerem ŁM to pełny tekst znajduje się na stronie internetowej Urli www.urle.info.pl ). Ja zrobiłem to czterokrotnie i nie znalazłem fragmentu, w którym sugerowałbym niezdolność pokonania przez Państwa jakichkolwiek problemów lub w ogóle do czegoś Was zniechęcał. Za to znalazłem następujące zdania: „Cenię zapał i entuzjazm pomysłodawców pomysłu. Choć pozwoliłem sobie na kilka słów krytyki pod adresem tego konkretnego pomysłu, jestem dumny, iż mieszkam wśród ludzi, którzy potrafią się samoorganizować dla realizacji swoich pomysłów.” Owszem. Uszy mi się troszeczkę zaczerwieniły po głębszej analizie tych słów, ale tylko i wyłącznie z powodu zawartego w nich „pomysłowego masła maślanego”. Polonista zapewne miałby się do czego przyczepić, ale kompletnie nie rozumiem jak przesłanie zawarte w tych słowach miałoby podziałać na członków Pana Stowarzyszenia zniechęcająco. A swoją drogą, jak już jesteśmy przy tym entuzjazmie, to nasuwa mi się pewna refleksja. Entuzjazm to bardzo pożyteczna rzecz. Szczególnie na początku pracy nad jakimś projektem. Dzięki niemu potrafimy zebrać się i przystąpić do wcielania pomysłu w życie. Ale w dalszym etapie prac należy już zacząć twardo stąpać po ziemi i trzymać entuzjazm na wodzy. Zbyt duża jego dawka może przyczynić się do popełnienia niebezpiecznych błędów stawiających pod znakiem zapytania realizację całego projektu. Przykład? Proszę bardzo. W swoim liście pisze Pan „Z naszą inicjatywą zapoznaliśmy Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie oraz Dyrekcje Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego w Siedlcach. Po konsultacjach okazało się, że jest to możliwe do zrealizowania bez szkody dla środowiska naturalnego.” Z rozmowy z Panem wywnioskowałem, iż pisząc powyższe słowa miał Pan na myśli wstępną zgodę na przystąpienie do prac nad projektem wyrażoną przez Nadbużański Park Krajobrazowy. W tej zgodzie (podkreślam: WSTĘPNEJ) jest jednak pewien haczyk, a ściślej rzecz biorąc – przepławka. Zastosowanie w konstrukcji progów przepławek, czyli urządzeń umożliwiających rybom przemieszczanie się w górę i w dół rzeki, stanowiło warunek konieczny wstępnej zgody, jak stwierdziła w rozmowie ze mną Pani Dyrektor Dorota Starczewska z NPK. Tymczasem w ostatniej wersji pomysłu, z jaką mogła się zapoznać, nie zostało śladu po przepławkach, co jej zdaniem, definitywnie dyskwalifikuje całe przedsięwzięcie, przynajmniej do czasu, aż przepławki nie wrócą z powrotem. A i wtedy jeszcze nic nie wiadomo, bo ostateczna opinia Nadbużańskiego Parku zostanie wydana na podstawie sporządzonego przez specjalistów raportu oddziaływania inwestycji na środowisko, a do tego (cytuję Panią Dyrektor) „jeszcze daleka droga”. No proszę – przepławka. Niby drobiazg, który łatwo przeoczyć unosząc się na wysokich falach entuzjazmu, a jakże poważne konsekwencje to ze sobą niesie. W ostatnich słowach swego listu wezwał mnie Pan do wspierania Państwa inicjatywy mym „dużym doświadczeniem”. To „doświadczenie” takie „duże” znowu nie jest. W Gminie Jadów znalazłaby się co najmniej jedna osoba z o wiele większym doświadczeniem w pozyskiwaniu funduszy europejskich i rozumiem, iż Pańskie określenie było z lekka ironiczne, niemniej biorę je za dobrą monetę. Tym bardziej proszę więc potraktować ten artykuł jako część mojego merytorycznego wsparcia. Jeśli będzie mi dany zaszczyt riposty z Państwa strony, dołożę wszelkich starań na łamach Łącznika Mazowieckiego i stronach witryny internetowej Urle.info, aby wesprzeć Stowarzyszenie Rozwoju Urli i Okolic w walce z „diabłem tkwiącym w szczegółach”.
Grzegorz Dzięcioł Artykuł napisany został do "ŁM" numer 10/2004 (281). Dodane do dawnego URLE.INFO 30.04.2004r.
|
- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
- *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
- Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |