|
Tekst pochodzi z Biuletynu Informacyjnego Gminy Jadów nr 3 (2004) Niestety nazwisko autora nie zostało tam podane.
W roku 2004 minęło 100 lat od utworzenia letniska Nadliwie, położonego na tzw. Górach Strachowskich obok wsi Strachów. Poniższy materiał powstał na podstawie wspomnień założycieli i późniejszych jego mieszkańców.
Początki Nadliwia - Już z dawna w gronie kolegów po kole. na Dynasach (słynny tor rowerowy w Warszawie), kiełkowała myśl zakupienia ..piasków i lasków " na jakieś zbiorowe letnisko. Oglądało się tereny w pobliżu Wołomina. Jabłonny i Otwocka, ale dopiero wspólne i długoletnie pozwie w Urlach zbliżyło do stworzenia osiedla na parę pokoleń wspomina Jan Rudnicki. Nie zapomnę pierwszej eskapady na kółeczkach z dwoma towarzyszami (Wacław Oppenheim i Jan Krauzej) z Warszawy przez Wyszków. Przed mostem nadliwiańskim atakujemy Kalinowskiego, dróżnika, o jak najbliższą drogę do Urli. I skręciliśmy na piaseczek strachowski. Na prawo zalesione, wspaniale ,,szczyty" z kilkumorgową łysiną na wąwozie. To było pierwsze wrażenie czegoś bardzo niezwykłego. Następnym razem w podróży Urle - Wyszków, również na kółeczkach, wydostaliśmy się z zagajnika gospodarza Dąbca (prawdopodobnie Dębca - przyp. red.) na Iłach i pytamy o drogę na Wyszków. „A no landy, na strachowskie góry najbliżej" - i wskazał paluchem na pasmo zielono-żółtawych wyżyn, to jest sosink z lotnym piaseczkiem. Istotnie, w pól godziny polnymi drogami przez bagienka. a potem wąwóz przebrnęliśmy wśród karlowacizny, popychając kółeczka po piaskach na Puste Łąki, a potem szczęśliwie do szosy. I oto niedługo po gawędach z p. Adolfem Wolińskim na temat przyszłej ojcowizny, no i dziadowszczyzny (dziad p. Adolfa jako Powstaniec Styczniowy po powrocie z zesłania osiadł byl tu i pracował jako leśniczy), wybraliśmy się do owej ziemi obiecanej. Dzień byl cudowny i słońce prażyło przyziemne chojaczki, ratujące się do samego dołu gałązką od podmuchu lotnego piasku. Stary i młody Strąk i stare Kafliki, jako gospodarze-posiedziciele wygolonej puszczy na Swiniotopach a dawni znajomi pana Wolińskiego, chętnie oprowadzali po tej „Saharze" z gawędą, że „tu chleba nie bańdzie, więc przedać mogą”. Na wygonie w dzisiejszym parku nad rzeką rosło kilka starych sosen, a dokoła tuliły się chojaczki i kartofliska. - Tego nima na przedaż - mówi Karlikowa - tylko góry. Kąflikowa zawziętość twardym była orzechem do zgryzienia i akcja mogła była chybić, gdyby nie ostatnie słowo na wyjezdnem i "litkup" w postaci papierków wyjętych z kieszeni na zadatek i zgodę. A potem propaganda kupna, wizyty do uprzykrzenia u mecenasa Rytla dla uzgodnienia statutu, podpisania cyrografu u rejenta, no i chrzciny noworodka, któremu dano imię „Nadliwie", na wzór miejscowości za Urlami, zwanej ,,Zaliwiem". Ostatecznie w październiku 1904 r. zawarto umowę kupna gruntów o powierzchni 33 dziesiatyny 1912 sąż. kw., czyli 65 mórg 283 prętów kw. nowopolskiej miary. Ale dużo jeszcze czasu minęło, nim nazwa „Nadliwie" wyparła potocznie używaną „Strachowskie Góry". Za to dziś nazwa ta nie tylko jest znaną w całej gminie, ale nawet wysoko ceniona jest na stacji Lochów wśród właścicieli nowoczesnych wehikułów i domorosłych pegazów. Pierwsi mieszkańcy Nowi współwłaściciele letniska, w myśl rejentalnej umow mieli bezzwłocznie przystąpić do budowy domów na swoich działkach, podzielonych przez geometrę Jasielskiego i następnie przez i losowanie - przypadłych poszczególnym osobom. Wojna rosyjsko-japońska i wytworzone przez nią dość ciężkie warunki odwlekły o kilka lat zabudowanie Nadliwia. Stan ten może by potrwał jeszcze dłużej. gdyby nie zapał i wytrwałość inż. Edwarda Szenlelda. który po nabyciu swej 4-morgowej działki od p. Stasiakowskiego, bez uprzedzenia innych współwłaścicieli. wybudował pierwszy dom murowany. Niektórzy Nadliwiacy. poczuwając się do przyjętych zobowiązań i nie chcąc głównego pioniera zabudowy pozostawić osamotnionego, również, przystąpili do czynu. A więc po p. Szenfeldzie rozpoczęli budowę równocześnie: A. Woliński, J.Rudnicki i J. Juraczyński. a potem: F. Kotowicz, A. Jurkowski i Antoni Woliński. Po jakimś czasie zabudowali się: Józef Witkowski i W. Rudnicki po nich Stefan HempeL następnie H. Lipski i w końcu dr K. Raczyński-Woliński. Niemało zasług dla Nadliwia położył i wiele trudu poniósł b. współwłaściciel jednej z działek p. St. Cybulski, który zajął się wytyczaniem i obsadzaniem drzewami głównych dróg oraz zalesieniem placu wspólnego, gdzie w znacznej części znajdowały się lotne piaski, zwłaszcza do strony północno-wschodniej. Działka p. J. Juraczyńskiego, będąca obecnie w posiadaniu p. Jasińskiego, nie była w dwóch trzecich zalesiona, to też wiatry południowe i wschodnie roznosiły tumany drobniutkiego piasku na wspólny plac i przyległe doń działki. Zalesianie nagiej góry przez p. Juraczyńskiego znacznie przyczyniło się do powstrzymania lotnych piasków i utrwalenia gruntu na drogach i wspólnym placu. Lipiec 1914 roku i później Tamta wojna dotknęła również mieszkańców Nadliwia. Tak to wspomina p. Zofia z Hemplów Stomowa:.Na szosie do Łochowa, o ciepłym letnim zmierzchu, ukazała się niezwykła kawalkada wehikułów, bryczek i wozów, naładowanych po brzegi kobietami, dziećmi i walizami, a wszystko to pędziło na łeb i szyją do stacji. Koło naszej wiejskiej chabetki mignęły panie Wolińskie w żółtej bryczce, zaprzężonej w pięknego, złoto-gniadego konia. Rodzina Rudnickich jechała w grubego zażywnego siwka. ...Na stacji znaleźliśmy się wszyscy razem i wpakowaliśmy się do pierwszego pociągu idącego do Warszawy. Był to kurier dążący z głębi Rosji i lak przepełniony, że staliśmy całą drogę w korytarzu drugiej klasy. Każde z nas dzieci, w poczuciu ważności chwili, trzymało jakiś pakunek.... ...W 1915 znów uciekaliśmy, tym razem z większym strachem i troską o los naszych ukochanych domków nadliwiańskich. Chodziły bowiem pogłoski, że Kozacy zamierzali je spalić, a las zrównać z ziemią. To też opuszczając Nadliwie pamiętam, że ze łzami rzuciłam ostatnie spojrzenie z mostu na wyniosłą górę pana Jurkowskiego, na rzekę i na kępę drzew na wygonie. W 1916 roku w Nadliwiu gospodarowali Niemcy. W 1920 roku uciekliśmy dopiero wtedy, kiedy bolszewicy zajęli Białystok. Ale już ta ucieczka odbyła się z wielką wprawą i doświadczeniem wojennym. Nadliwiańska wspólnota W październiku 1934 r. upływało 30 lal od założenia naszego letniska Nadliwie - wspomina p. Wanda Freyerowa. My, drugie już pokolenie, które tam się wychowało i spędzało niemal wszystkie wakacje, zostaliśmy zaatakowani energicznie przez Marylkę Witkowską, ażeby wykorzystać pobyt większej grupy Nadliwiaków i zorganizować obchód, może mniej wspaniały, ale za to bardziej swojski, na terenie samego Nadliwia w centrum jego, czyli na placu tenisowym. Najtrudniej było ustalić datę. Ciągle któryś tam dzień komuś nie dogadzał. Pogodę Stefan obiecywał murowaną. Uwierzyliśmy mu, ustalając święto Nadliwia na dzień 15 sierpnia. Jadzia, Krysia, Marylka, Wanda, Włodek i Mietek utworzyli Komitet działający. Chodziłyśmy, prosiłyśmy zachęcając do pracy, do zorganizowania podwieczorku na placu i udekorowania stolików. Staś J. okazał nadzwyczajny talent recytatorski i z tego powodu miał wygłosić ,,Życiorys Nadliwia" złożony z 86-ciu czasowników, 57-miu kropek i prawie tyluż wykrzykników! Podczas uroczystości 30-lecia śpiewano własne kuplety na tematy aktualne, recytowano wiersze, przedstawiano „żywe obrazy". Liwiec, obok kortu tenisowego urządzonego na terenie tzw. wspólnoty, był główną atrakcją letnich pobytów. Spędzano tam wiele czasu. Wyspę, która do dziś istnieje zmieniając tylko swój kształt, nazwano wyspą św. Heleny. W Nadliwiu rodziły się przyjaźnie, żywsze uczucia a nawet i dzieci. Ze wspomnień wynika, że panien był znakomity wybór, natomiast kawalerów - zdecydowanie za mało. Otoczenie Nadliwia Bez sąsiadujących wsi Nadliwie nie mogłoby funkcjonować. Niektórzy bardziej przedsiębiorczy rolnicy pracowali w różny sposób dla Kolonii. A to dostarczali drób, mleko, jarzyny i inne wiktuały. Popularną postacią był żydowski handlarz - Boruch, który oferował dostarczenie wszystkiego, czego by tylko człek nie zechciał. Byli tacy wśród Strachowiaków, co po prostu wodę pompowali albo ogródek przekopali. W Strachowie mieszkali nieźli rzemieślnicy, którzy potrafili i dom zbudować albo ogrodzenie postawić. Istniała w Nadliwiu stróżówka, gdzie po sezonie można było wyposażenie domów przechowywać. Zatrudniano stróżów z sąsiednich wsi. Były też przykłady wspierania Strachowa przez Nadliwiaków - m. in. utworzono w 1917 r. bibliotekę, która mieściła się początkowo w jednej ze stróżówek. Ta książnica powstała z funduszów zebranych z przedstawienia amatorskiego odegranego tegoż roku w Nadliwiu. Kupiono wówczas kilkadziesiąt tomów; przeważały broszury z zakresu rolnictwa, higieny itp. oraz trochę książek dla młodzieży. Kilka lat później na wniosek Zarządu Kolonii książki uporządkowano, skatalogowano i oddano pod opiekę nauczycielce, ponieważ tworzyła się właśnie szkoła w Strachowie. Po pewnym czasie ten księgozbiór został włączony do inwentarza szkolnego, a uczniowie obłożyli książki w papier. Wyraźnie wzrosło zainteresowanie czytelnictwem we wsi, zwłaszcza wśród młodzieży. W latach dwudziestych młodzież nadliwiańska pomagała w zorganizowaniu loterii fantowej, której celem było ufundowanie kamiennej posadzki w kościele w Kamieńczyku. Do tegoż Kamieńczyka odbywały się młodzieżowe pielgrzymki na odpust w dniu 6 sierpnia.
Autor: Zbigniew Tyszko (wg. informacji nadesłanej przez jednego z internautów)
|
- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
- *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
- Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |