Po śmierci papieża Jana Pawła II, niektórzy piszą, że straciliśmy ostatniego wielkiego polskiego romantyka. Teraz wszędzie szuka się Jego śladów. Znajduje się je głównie w Krakowie, Lublinie, Warszawie. Bywał jednak w miejscach zacisznych, na przykład w pobliżu dworu w Głuchach, tam gdzie urodził się Cyprian Kamil Norwid.
Dwór w Głuchach położony jest na granicy powiatów wołomińskiego i wyszkowskiego. Urodził się tam i mieszkał poeta romantyczny Cyprian Kamil Norwid. W swojej młodości przebywał w miejscach, które dziś można znaleźć w granicach powiatu wołomińskiego.
Słowa polskiego poety romantycznego, jako jednego z niewielu, może nawet jedynego, trafiły do papieskich encyklik. Norwid był spadkobiercą polskiej kultury ziemiańskiej z jej pobożnością i przywiązaniem do Ojczyzny. Warto zauważyć, że Jan Paweł II jest swoistym darem starej szlachty (arystokracji). Zauważył (odkrył) Karola Wojtyłę, kształcił i kierował Jego krokami arcybiskup krakowski książę Adam Sapieha.
Norwid natchnieniem
Kardynał Sapieha pokierował niejako karierą Karola Wojtyły. Tymczasem słowa poety, „syna polskiej ziemi szlacheckiej”, piaszczystego Mazowsza, były natchnieniem Wojtyły – młodzieńca, jak i ukształtowanego już biskupa, kardynała i papieża.
Kiedy Jan Paweł II przybył z kolejną pielgrzymką do Polski w 1999 roku, nawiedził Radzymin. Nazwał to miasto „miejscem szczególnie ważnym w naszej historii narodowej”. Nawiązał oczywiście do Bitwy Warszawskiej. Powiedział też wtedy: „Na tej ziemi urodził się nasz wielki poeta epoki romantyzmu, Cyprian Norwid, poeta i myśliciel, który często w swoich utworach wspomina ze wzruszeniem dzieciństwo i lata młodzieńcze spędzone w tych stronach”.
Byli w pobliżu
W pobliżu dworku Norwida znajduje się duża posiadłość w Niegowie i las zwany Fiszorem, w którym od 1974 roku, w lecie, przebywali kardynałowie Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła.

W 1931 roku siostry Benedyktynki Samarytanki Krzyża Chrystusowego nabyły posiadłość znajdującą się we wsi Niegów koło Radzymina. Tam został założony dom pomocy społecznej dzieciom z niedorozwojem umysłowym w różnym stopniu. Wtedy zakupiono zalesiony teren nazwany przez założycielkę Matkę Wincentę – Jadwigę Jaroszewską, Fiszorem. Prymas Stefan kardynał Wyszyński przyjeżdżał do Fiszora na letni wypoczynek.
Wolna przestrzeń
Kardynał Wyszyński przebywał tam zazwyczaj w lipcu od roku 1974 do 1978. Początkowo siostry twierdziły, że nie mają warunków do przyjęcia tak dostojnego gościa. Prymas jednak zadeklarował, że przyjmie każde warunki. Mieszkał w małym domku bez żadnych wygód. Podczas przygotowań na przyjazd kardynała Wyszyńskiego w pobliżu Fiszora zaczęli pojawiać się funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Pytali o wykonywane prace, znali ich cel. Stawali w oddaleniu i z samochodu obserwowali sytuację.
Kardynał Karol Wojtyła odwiedzał prymasa co roku na jeden lub dwa dni. Siostry twierdzą, że od razu włączał się w rytm wypoczynkowy. Niewątpliwie jednak pewne oddalenie od Warszawy, wolna przestrzeń wśród sosen, gdzie trudno założyć podsłuchy, sprzyjała prowadzeniu ważnych rozmów. Prawdopodobnie, gdy zmarł papież Paweł VI przed odlotem na konklawe spotkali się znów w Fiszorze. Podobnie po śmierci Jana Pawła I. Można powiedzieć, że w tej małej miejscowości sąsiadującej z granicami powiatu wołomińskiego zaczął się ostatni etap drogi kardynała Karola Wojtyły na konklawe w październiku 1978 roku.
Bliskość Norwida
Fiszor wybrano na miejsce wypoczynku prymasa dlatego, że kardynał Wyszyński chorował i chciano mu oszczędzić długiej podróży w góry. Siostry wspominają, że prymas lubił przyrodę, zauważał każdy jej przejaw. Był bezpośredni w rozmowie i skromny. Nie miał żadnych wymagań. Podobnie, jak kardynał Wojtyła, cenił sobie wiersze Norwida.
Zamiłowanie kardynałów do skromnego i niezwykle pobożnego Norwida pewnie też jakoś wpłynęło na ich osobistą postawę życiową. To co uderzało w postawie Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły, to ich skromność, pokora i wręcz ubóstwo. Widać je wyraźnie chociażby w testamencie papieża Jana Pawła II.
Dla Norwida ważna była relacja artysta – Kościół, artysta – Bóg, dlatego pewnie zasłużenie stał się mistrzem osób duchownych. „Człowiek na to przychodzi na planetę, żeby dać świadectwo prawdzie” – pisał Norwid. Te słowa właściwie najlepiej streszczają biografię papieża Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Obaj przyznawali, że artyści mają szczególną intuicję, w docieraniu do prawdy o człowieku. Obok genialnej intuicji nie dawało się przejść obojętnie. Juliusz Słowacki, kiedy prorokował słowiańskiego papieża, pewnie nie wiedział, jak potoczą się wypadki. Potoczyły się w sposób nieoczekiwany.
Jan Paweł II nigdy nie krył związków intelektualnych z C. K. Norwidem. Można nawet stwierdzić, że atrakcyjną osobowość Karola Wojtyły, którą zauważono w Watykanie, ukształtował, w pewnym stopniu, poeta z Głuch koło Radzymina.
Autor: Rafał Pazio