|
Moje związki z Łochowem rozpoczęły się chyba w czerwcu 1963 roku, kiedy to po raz pierwszy przekroczyłem próg Liceum Ogólnokształcącego, aby zdać coś w rodzaju egzaminu wstępnego. Jakież proste były wtedy zasady naboru! Krótka rozmowa wstępna, kilka pytań i od razu było wiadomo czy jesteś przyjęty. Były jasne kryteria, prawa i obowiązki. Z rozrzewnieniem wspominam tamte czasy...
Łochów byt wtedy, przepraszam za określenie, dziurą. Fakt istnienia tam liceum byt przyjmowany z niedowierzaniem, a często także z ironią. Niedaleki Tłuszcz już wtedy zdążył obrosnąć w piórka, szczycił się tradycją i dobrymi wynikami nauczania. Co chwila jakiś talent zdawał na studia lub też w inny sposób rozstawiał tłuszczańskie Liceum tak jak p. Jusińska, która śpiewała w „Mazowszu" piosenkę „Hej, przeleciał ptaszek". Moje rodzeństwo i starsze kuzynostwo także chodziło do Tłuszcza, choć ze zmiennym szczęściem.
Wspominam to niejako na marginesie, aby było jasne, że LO w Łochowie było takim Kopciuszkiem. Los skierował mnie do Łochowa tylko dlatego, że bytem dzieckiem delikatnym i nieśmiałym, a w dodatku grzecznym i dobrze się zapowiadającym. Trasa kolejowa do Tłuszcza miała znacznie gorszą opinię niż Liceum i moi Rodzice wybrali wtedy mniejsze zło. I chwała Im za to!
Miałem w 99% wspaniałych nauczycieli, mądrych i zaangażowanych, którzy w zalewie obowiązkowych wiadomości przemycali trochę prawdy o Katyniu, Hemarze i Giedroyciu. Uczyli nas patriotyzmu i uczciwości. I gdyby dzisiaj ktoś mi powiedział, że moja matura się nie liczy, bo zdałem ją w 1967 roku w czasach mrocznego komunizmu, byłbym normalnie wściekły. Było uczciwie, a pytania i tematy zupełnie apolityczne. Niestety moje normalne nauczanie zakończyło się wraz ze zdaniem matury, gdyż już pod koniec marca 1968 roku wyleciałem ze szkoły pomaturalnej tylko dlatego, że poszedłem zobaczyć co ciekawego dzieje się na Krakowskim Przedmieściu przy Uniwersytecie.
Wracam do Łochowa. Wtedy byt wsią z miejskimi aspiracjami. Byty murowane domy i jak pamiętam trzy ulice prostopadłe do czwartej biegnącej wzdłuż toru kolejowego. Jak się wtedy nazywały - nie wiem. Dzisiaj to Aleja Łochowska, Armii Krajowej, 1 Maja i Kolejowa, chociaż przypominam sobie jeszcze dzisiejszą ulicę Długą. Przynajmniej jedna z tych ulic kiedyś nosiła inne miano, chyba kogoś o niepolskim nazwisku. Byty oczywiście inne zabudowania, ale nasz obszar penetracji ograniczał się do tych kilku. Była oczywiście stacja PKP i kiosk, gdzie o zgrozo, kupowaliśmy „Trybunę Ludu", a niektórzy papierosy marki „Sport". Stąd wzięło się powiedzenie: „sport to zdrowie". No i była tajemnicza Dębinka, o której miejscowi opowiadali szeptem i tylko w zaufanym gronie, a dla nas była to „terra incognita". W celach raczej mato kulturalnych bytem w tej Dębince tylko raz, już ze świadectwem dojrzałości w ręku.
Ciągle mijam się z właściwym tematem, a mianowicie dlaczego Lochów tak nagle stał się dużą aglomeracją. Gdyby Warszawa rozwijała się w tym tempie byłaby dziś większa od Nowego Jorku! Oczywiście przyznanie Łochowowi praw miejskich 1 stycznia 1969 roku przyczyniło się do tego na pewno (rozporządzenie podpisał, o zgrozo, Józef Cyrankiewicz), ale przecież i inne wsie otrzymały ten przywilej w tym samym czasie i nie nastąpił tam ten gwałtowny boom. Choćby Tłuszcz, który choć ostatnio nadrabia zaległości cięgle nie nabrał tego miejskiego rozpędu. Szczególnie widać to w piątkowy wieczór i sobotni dzień, gdy w Łochowie nie ma gdzie zaparkować samochodu, a w sklepach są kolejki jak za PRL-u.
Może Łochów to tak szczególne miejsce, może jest tu jakieś podziemne promieniowanie, które od kilkunastu lat przyciąga ludzi i bez wielkiego trudu pomnaża ich majątki. Bo nie ma się co oszukiwać, miasto jest zamożne zamożnością swoich mieszkańców. A tu powstają nowe sklepy, hurtownie, drobny, ale jednak przemysł, ginące rzemiosło. Przyjeżdżam do Łochowa przynajmniej raz, dwa razy w tygodniu. Po artykuły spożywcze, ogrodnicze, materiały budowlane, elektroniczne. Tu kupiłem piłę do drewna. W Łochowie jest zegarmistrz i szewc! Może ktoś pomyśli, że koloryzuję, chcę się przypodobać. Nic podobnego, w Łochowie kupisz wszystko co chcesz i w dodatku jest tak jakoś przyjemnie, a starego klienta traktuje się niemal jak gościa. Ludzie, tu są 4 stacje benzynowe!
Ciągle nie mamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego Łochów? Może to rozsądek łochowskich władz, które nie mieszają się zanadto w prywatną gospodarkę. Władz, które trzymają się wyznaczonego kursu i nie zmieniają się od kilku kadencji. W Radzie Miasta i Gminy znajduję kilka znanych mi nazwisk, jest nawet kolega z Liceum. W Urzędzie też są ślady mojego pokolenia. Cieszę się, że nie jest to pokolenie stracone.
Może właśnie dzięki Liceum Łochów jest taki, jaki jest, bo to przecież jego wychowankowie tworzą dzisiaj podstawę rozwijającego się Miasta i Gminy Łochów.
Autor: MARIUSZ KUBAT
Artykuł pochodzi z: „Łącznik Mazowiecki” Nr 14 (337) 21.07-4.08.2006
|
- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
- *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
- Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |