Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. A raczej mówiło się tak do 1 sierpnia 2006 roku, kiedy to zmarł Stanisław Jopek, nazywany Pierwszym Furmanem Rzeczypospolitej. Aby przybliżyć tę postać szukałem Jego życiorysu i wszędzie znajdowałem prawie ten sam tekst. Że był lwowianinem, śpiewał i tańczył, zwiedził z Mazowszem cały świat, śpiewał w 36 językach i w końcu, że był szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem. A przecież to nie wszystko!

Mieszkał w Urlach od dawna. Lubił tu wypoczywać i co najważniejsze lubił nas, a my odwdzięczaliśmy Mu się tym samym. Był naszym przyjacielem. Sam mawiał, że jest zwykłym człowiekiem, któremu poszczęściło się w życiu i nie chciał jakiegoś specjalnego traktowania. Szybko zwierał znajomości i kazał mówić sobie po imieniu. U swoich urlowskich sąsiadów bywał na chrzcinach i weselach. Często po jakiejś dłuższej nieobecności jadąc samochodem zatrzymywał się gawędząc ze znajomymi. Nawet włamania do swego domku letniskowego traktował jako miejscowy koloryt i mawiał, że Urle przypominają Mu Lwów - tu ludzie mają fantazję.
Kiedy ostatni raz byłem u Niego z Mieczysławem Borkowskim „Podlaskim Jankiem Muzykantem" czuł się źle. Widać było, że jest zmęczony. Przyszedł co prawda na Pogodny Wieczór przy kościele, ale już nie dał się zaprosić na wieczorne pogawędki. A jeszcze wcześniej byłem u Niego, gdy Mazowsze po raz kolejny wybierało się do Chin i traktując mnie jak eksperta muzycznego zaśpiewał po chińsku piosenkę i spytał się czy dobrze mu wychodzi. Ale wspomniał też o nienajlepszym zdrowiu, sercu i cukrzycy. Potem był jeszcze jubileusz 50 lat pracy twórczej i 70 lat życia w Teatrze Wielkim i oklaskiwaliśmy go pełni radości, że chłopak z naszej wsi odniósł tak ogromny sukces.
Sygnał karetki pogotowia był zbyt bliski i dlatego zobaczyłem ją jak zatrzymuje się przy Jego bramie -mieszkał przecież przy mojej ulicy. Czułem, że to coś poważnego, ale jeszcze miałem nadzieję... Niestety...
Może kiedyś pojawi się taki śpiewak jak On, ale nigdy nie będzie człowieka, w którym łączyłyby się trwale talent i skromność, pracowitość, dobroć i jakaś trudna do określenia aura otaczająca Stanisława Jopka, naszego Stasia.
Gwoli kronikarskiego obowiązku trzeba napisać, że Stanisław Jopek - wybitny polski tenor, solista Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze" im. Tadeusza Sygietyńskiego - został pochowany w poniedziałek 7 sierpnia na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Wcześniej, w Kościele p.w. św. Karola Boromeusza, odbyła się msza święta. Stanisław Jopek zmarł 1 sierpnia, miał 71 lat.
W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli rodzina zmarłego, m.in. jego żona oraz dwie córki - Anna Maria i Patrycja, znajomi i przyjaciele - m.in. członkowie zespołu „Mazowsze", którzy podczas mszy czytali fragmenty Pisma Świętego i śpiewali pieśni kościelne. Była także 20-osobowa delegacja z Jadowa i Urli, która złożyła wieniec na Jego grobie. Odszedł człowiek niezwykły...